Zaduszkowe rozważania.

 

 Mamy dość plastikowych pustyń!

„W 731 roku papież Grzegorz III zdecydował o przeniesieniu święta Wszystkich Świętych na czas pogańskiego Święta Zmarłych, czyli 1 listopada. Uważano, że czczenie wielu świętych w tym dniu zniesie dawne obyczaje. W 988 roku opat Odilon z Cluny 2 listopada ustanowił Zaduszki i w tym dniu właśnie miano czcić zmarłych. 

 Zostało to oficjalnie zatwierdzone przez papieża Sylwestra II. Jednak tradycja jest silniejsza niż odgórne nakazy i mimo, iż układ świąt 1 i 2 listopada pozostał w kościele bez zmian, to jednak tradycyjnie wybieramy się na cmentarze właśnie 1 listopada - w czasie dawnych „Dziadów”.

„Uroczystość ustalona została w 835 roku przez papieża Jana XI. W całej Polsce wierzono, że w noc poprzedzającą Dzień Zaduszny dusze zmarłych wychodzą w procesji z cmentarza i udają się do kościoła gdzie uczestniczą we mszy, którą celebruje zmarły proboszcz. Dusze zmarłych w tą noc mogły również odwiedzać domostwa, dlatego zostawiano na noc uchylone drzwi, furtki   i wykładano dla nich poczęstunek. Głównie we wschodniej części Polski, w pobliżu cmentarzy i na rozstajnych drogach, rozpalano wielkie ogniska, aby dusze mogły się przy nich rozgrzać przed powrotną drogą w zaświaty. Ogień miał chronić również przed złymi duchami i upiorami, zaduszkowe ognie płonęły więc również na mogiłach osób zmarłych gwałtowną śmiercią oraz samobójców pogrzebanych pod murem cmentarza. Tego dnia szczodrze obdarowywano również dziadów, którzy często żebrali na cmentarzu lub w jego pobliżu”.

W tzw. dawnych czasach dni te obchodzona jako święto radosne  „Część każdej porcji potraw zrzucano za siebie lub kładziono na ziemi czy na grobie. Wódkę wylewano przez ramię lub polewano nią groby. Miało to symbolizować, że zmarli biesiadują wraz z żywymi”.

 Tyle podają nam wybrane, krótkie, aczkolwiek ciekawe cytaty. Zastanawiamy się, ile uleciało z naszej duchowości, ile przemieniło się,  a ile zostało? Jednak niezależnie od tego, ile w tych świętach widzimy chrześcijaństwa,  a ile dawnej tradycji, to warto  czas ten wykorzystać do zatrzymania się w biegu i refleksji nad początkiem i końcem – znajomy filozof nazywa to eschatologią. Myślę też,  że rozważanie dylematu: ile omegi jest w alfie, a ile alfy w omedze, nie jest dla nas dziś najważniejsze, bo silna jest w nas więź z tymi co odeszli i ona dominuje nasze jesienne rozmyślania wśród morza kolorowych zniczy płonących na pogrążonym w mroku cmentarzu.

O ile gadające, kolorowe znicze ciepło wtapiają się mi w listopadową eschatologię to ani moja filozofia, ani historia, ani estetyka nie może pogodzić się z zasypywaniem cmentarzy kwiatami, które nie więdną, nie umierają jesienią, ani nie odradzają się wiosną. Niby są zawsze, a nigdy ich nie ma. Jak kamienny nagrobek raz postawiony nie wymagający pamięci ani troski. Czy jest on oznaką pamięci, czy zapomnienia? Czy można porównać ludzkie przeżywanie kogoś kto kilka razy w roku pielęgnował grób ziemny, sadził i podlewał kwiaty, a w  listopadzie gdy kwiaty więdły przynosił w miejsce spoczynku swoich bliskich, własnoręcznie, w trudzie wielu godzin wykonane świerkowe wieńce i woskowane kwiaty, z kimś kto w pospiechu kupuje w supermarkecie śmieciowe kwiaty (proszę zobaczyć do kontenera) w nadmiarze ustawia je na kamiennym nagrobku, aby po roku lekko odmienione wymienić na jeszcze bardziej kwieciste. Nie jeden zastanawia się co tu jest najważniejsze? Rewia bukietów czy pamięć?  Ile jest warta plastikowa pamięć? Czy można śpiewać piosenkę o plastikowych chryzantemach, bo o żywych jak najbardziej,  znam.

Nasze domowe artystki ze Stowarzyszenia - Dobre Sąsiedztwo nie mają wątpliwości, że o wiele większą wartość nie tylko dla tych co odeszli, ale i dla tych co jeszcze wędrują po tej ziemi, stanowią ręcznie wykonane z naturalnych materiałów wieńce i wiązanki będące nie tylko przykładem naturalnego piękna, ale przede wszystkim dziełem przesiąkniętym pamięcią i myśleniem o naszych bliskich.

Aby nauczyć młode pokolenie kultywowania tradycji,  zorganizowano jesienne warsztaty wicia wianków, wykonywania dekoracji, robienia kwiatów z krepiny i jesiennych liści.  

 

Marian Mandziuk

Na zdjęciach jesienne warsztaty artystyczne:

 

Dodatkowe informacje