W lustrze nieba

W  lustrze nieba

Wysiłku na to prawie nie trzeba

Niczym po linie fruniesz do nieba

I patrzysz poprzez chmur bałwany

Na te mycki, birety, turbany

Wszystkie znikają w siłach natury

Czarny, zielony, czerwony czy bury

Choćby dumnie  wspiął się na widecie

   - mniejszy niż dziecię.

 

Może dla kogoś to przedmiot marzeń

Dla mnie samolot przyniósł to w darze

Pożeglowałem zielonym koniem

Gdzie ziemi koniec, gdzie nieba koniec

Od  dołu słońcem prażone góry

Od góry czysty nieba lazuryt

Myślałem, chyba o czym, już wiecie

    - o lepszym świecie.

 

Przysiądź się Panie do mego piwa

Takich dwóch nas już nikt nie wykiwa

Ja całe życie stałem na obronie

Ty w bezkresnego nieba pokłonie

Mam jedną prośbę tak przy browarze

Daj „wielkim” ludziom prawdziwe twarze

By pooglądali się jak potrzeba

    - w lustrze nieba.

                       - Marian Mandziuk

Dodatkowe informacje