Ostatnie walki w Łosińcu - 20 wrzesień 1939 roku

Około godziny 1530  19 września cały sztab armii „Kraków” zebrał się na amfiteatralnej skarpie u południowego wylotu wsi Zielone na ostatnią swą odprawę. W niewielkiej odległości toczył się rozpaczliwy bój resztek 55 dywizji piechoty rezerwowej płka Stanisława Kalabińskiego.

  „Przy jego akompaniamencie – jak pisze podpułkownik dyplomowany Władysław Steblik – ustawiliśmy się półkolem i przyjęli postawę na >baczność<, gdy przybył gen Szylling. Potem i on i my staliśmy długo jak skamieniali, przejęci tragizmem tej najstraszniejszej w naszym życiu chwili, nim wreszcie generał Szylling, opanowawszy swe uczucia i głos, zdołał przemówić”.

Dowódca armii „Kraków” podziękował wszystkim swym pomocnikom za pracę przed i w czasie wojny i wydał ostatnie rozkazy.

- Każdy oficer sztabu – rzekł – pełni swe obowiązki aż do końca walki. Jeżeli przełamanie się uda, pójdziemy z brygadą Roweckiego, jeżeli nie – niech każdy na własną rękę stara się wydostać na zewnątrz i śpieszyć tam, gdziekolwiek będą się formować oddziały polskie do dalszej walki o wolność Polski. Ufajmy z głęboką wiarą, że choć ponieśliśmy klęskę wojskową u siebie – jednak wojnę wygramy!

Wszystkie istniejące jeszcze oddziały otrzymały ostatnie zadania bojowe:

- 23 dywizja piechoty i WBPM uderzają w nocy na Tomaszów Lubelski

- Krakowska Brygada Kawalerii przebija się na północ od Tomaszowa w rejonie Tarnawatki

- 55 dywizja oderwie się od nieprzyjaciela i całością swoich sił przebije się przez Pasieki do zachodniej części lasu Hrebenne.

 - Grupa „Sandomierz” przerwie walkę, oderwie się od nieprzyjaciela i szybkim marszem dołączy do 55 dywizji piechoty, która otworzy przejście gdzieś w rejonie Pasieki. Po dołączeniu do 55 dywizji grupa przejdzie pod rozkazy płka Kalabińskiego.

Oddziały 55 dywizji powoli zbierają się w okolicy leśniczówki Zahucie leżącej na północ od Ulowa. To są już tylko resztki potwornie zmęczonych, wynędzniałych, poobijanych w ciągłych walkach i głodnych żołnierzy, którzy jednak nie chcą iść do niewoli i ostatnim wysiłkiem będą przedzierać się przez pierścień niemieckiego okrążenia. W straży przedniej ma iść batalion saperów liczący zaledwie 22 żołnierzy poprzedzany przez ośmiu zwiadowców. Około północy kolumna wyrusza spod leśniczówki. Za saperami idzie 80 ludzi 201 pp rezerwowej podpułkownika Władysława Adamczyka, za nimi resztki 203 pp podpułkownika Albina Rogalskiego, artyleria i nieliczne tabory, oraz około 300 żołnierzy 204 pp podpułkownika Wiktora Eichlera z kompanią asystencyjną dywizji. Całość prowadzi osobiście płk Stanisław Kalabiński dowódca 55 dywizji piechoty rezerwowej. Kolumna maszeruje najpierw lasem do Pasiek a następnie skręca ostro na południe i drogą polną, wschodnim stokiem wzgórza od Pasiek w kierunku na Łosiniec - Kniazie. O świcie 20 września jest chłodno, gęsta mgła jeszcze ścieli się nad polami, widoczność jest bardzo słaba. Gdy straż przednia zbliża się do miejscowości Kniazie kolumna zostaje ostrzelana przez Niemców. Idąca w przedzie niepełna kompania 201 pp podułkownika Adamczyka rozwija się w tyralierę i uderza na stanowiska niemieckie. Mgła zalegająca nad polami i dymy wystrzałów ograniczają widoczność. Żołnierze wraz z oficerami sztabu z bagnetami na karabinach skokami posuwają się ze wzgórza w kierunku wsi. Karabiny maszynowe Niemców ustawione na obrzeżu wsi i na cmentarzu sieją spustoszenie w szeregach atakujących. Powoduje to jeszcze większą zaciętość atakujących. Gromki okrzyk „hurra”  niesie się w porannej mgle. Odzywają się również polskie cekaemy, które wspierają atakujących. Niemcy nie wytrzymują psychicznie natarcia, obawiając się walki na bagnety z polskimi żołnierzami. Wycofują się w kierunku szkoły i leśniczówki w Zawadkach, gdzie czekają na przybycie posiłków z Kunek. Są już zmęczeni krwawą, nocną walką z oddziałem KOP. Tymczasem posiłki samochodami podwożono z Kunek w kierunku Łosińca. Okazało się jednak, że droga Kunki – Zawadki - Łosiniec jest bardzo  piaszczysta i nie nadaje się do jazdy samochodami. Samochody z żołnierzami utknęły tuż za Kunkami w miejscu, które miejscowa ludność nazywa „Szóstymi Wodami”. Ludzie we wsi słyszeli jak silniki samochodów wyły na najwyższych obrotach usiłując wydostać się z piachu, lecz dalej nie mogły jechać. W czasie ataku na Kniazie ginie kilkunastu żołnierzy 201 pp, część jest rannych. Z 80 żołnierzy pozostaje zaledwie 25 zdrowych. Na polach wsi Kniazie ginie również naczelny lekarz pułku kapitan dr Witold Niewodoski, który tak jak pozostali oficerowie sztabu z bagnetem na karabinie poszedł do ataku. Od strony Wólki Łosinieckiej wciąż słychać jeszcze odgłosy strzałów, serie karabinów maszynowych i wybuchy granatów. To resztki ocalałych żołnierzy pułku KOP pułkownika Wójcika przedzierają się do lasów za Maziłami. Pozostali żołnierze KOP i 21 pułku artylerii lekkiej zabici lub ranni leżą na Czarnej Łące i wzdłuż Potoku Łosinieckiego. Kompania asystencyjna dywizji zajmuje wschodnią część wsi. W tym czasie kolumna 55 dywizji skręca na wschód do lasu łosinieckiego i spokojnie maszeruje do końca wsi Smereczyna. Na drodze spotyka ślady niedawnej, krwawej walki (18 września) grupy fortecznej pułkownika Klaczyńskiego. Wszędzie leżą trupy ludzi i koni oraz olbrzymie ilości porzuconego sprzętu i uzbrojenia. Mijają spalone zabudowania i wystraszonych mieszkańców wsi Łosiniec. Do niewoli w Łosińcu dostaje się dowódca I batalionu 201 pp kapitan Tytus Wikarski osłaniający ogniem karabinu maszynowego wycofującą się ostatnią kompanię. Następnie drogą polną dywizja przechodzi do Maził. Na wzgórzu pod Maziłami zostaje ponownie ostrzelana przez patrol niemiecki, który po krótkiej walce wycofuje się. Do maszerujących oddziałów także strzela artyleria niemiecka. Pociski rozrywają się dookoła kolumny co powoduje jej częściowe rozproszenie. Za Maziłami oddziały kryją się w gęstym lesie i wąskimi dróżkami w małych grupach maszerują w kierunku Paar. Oddział 201 pp pod dowództwem ppłk W. Adamczyka ominął trzymane pod Maziłami przez Niemców wzgórze i około południa przeszedł na pn-wsch skraj wsi Paary, gdzie wkrótce przybyła kompania asystencyjna dywizji i 204 pp ppłk W. Eichlera. Tam zatrzymano się na krótki wypoczynek, po czym oddziały ruszyły na południe. Idący w przedzie 201 pp uderzył z marszu na Niemców obsadzających wieś. W czasie walki wzięto 37 jeńców, lecz Niemcy ze wzgórz otaczających wieś otworzyli gwałtowny ogień z karabinów maszynowych. Wtedy do walki włączył się oddział ppłk W. Eichlera i kompania asystencyjna, które w ataku na bagnety rozbiły oddział niemiecki i wyrzuciły go ze wsi. Zdobyto wozy z amunicją,  żywnością i kolejnych jeńców. Niestety w czasie walki zginęło kilkunastu polskich żołnierzy oraz  kapitan i porucznik z kompanii asystencyjnej. Niemcy również stracili kilkunastu zabitych w tym kapitana i porucznika. Przy zabitym oficerze niemieckim znaleziono dokumenty, z których wynikało, że dla likwidacji resztek polskich oddziałów Niemcy utworzyli specjalne zgrupowanie o kryptonimie „Narol” zamykające przejścia przez lasy i drogi na południe. Po bitwie w Paarach resztki oddziałów Adamczyka i Eichlera wieczorem rozeszły się w różnych kierunkach. Do oddziału ppłk Eichlera dołączyły resztki pułku KOP, które przedarły się przez Kniazie wraz z dowódcą ppłk Wojciechem Wójcikiem. W kilka dni później pozostali przy życiu żołnierze wraz z dowódcami dostali się do niewoli niemieckiej.

Grupa „Sandomierz” oderwała się od nieprzyjaciela bez większych przeszkód, zwinęła pozycję i około godziny 21 mijając Łuszczacz znalazła się za 55 dywizją. Nocne potyczki prowadzone od czoła przez 55 dywizję hamowały tempo marszu tak, że dopiero o świcie grupa „Sandomierz” znalazła się w rejonie Łosiniec - Kniazie. Niemcy zmęczeni nocną walką z oddziałem KOP i potyczkami z 55 dywizją nie atakują przechodzących żołnierzy grupy „Sandomierz”. „Niemcy kazali wszystkim przejść w okolicę gdzie mieszkał Ważny Bronisław. Tam było już wielu mieszkańców wsi, którzy pod strażą wartownika z karabinem musieli siedzieć. Nie wolno było nikomu wstawać. W tym czasie od strony Tomaszowa (obecnie przechodzi tędy szosa Tomaszów – Susiec) szło polskie wojsko z wozami i końmi, oddział mógł liczyć kilkudziesięciu ludzi, szli w stronę Małej Wólki. Niemcy byli bardzo wystraszeni, nie atakowane wojsko spokojnie przeszło dalej (było to około południa 20 września). Po tym wydarzeniu Niemcy wkrótce rozpuścili ludzi do domów. Po walce na polach i nad rzeką leżało mnóstwo zabitych żołnierzy. Na „ogrodach” leżał oficer, którego mieszkańcy odarli do bielizny, ściągając nawet spodnie i buty. Nad rzeką gdzie zaczynają się pola w tymczasowej mogile pochowano około 70 żołnierzy. Innych chowano po kilku, kilkunastu w płytkich dołach, tam gdzie zginęli” . Relacja mieszkańca wsi Kniazie Michała Fedczyny (w roku 1939 miał 12 lat).

 Grupa „Sandomierz” poszczególnymi batalionami przedziera się przez Łosiniec a następnie polami przechodzi do lasów za torem kolejowym. Na tej otwartej przestrzeni już o brzasku dnia niemieckie stanowiska ogniowe odezwały się dookoła. Dalekosiężna artyleria niemiecka bije ze wszystkich stron. Naprowadzana drogą radiową ostrzeliwuje poszczególne oddziały i las w rejonie Koszele – Maziły. Strzelają również ciężkie karabiny maszynowe niemieckich placówek rozmieszczonych na dominujących wzgórzach. Była godzina 7 rano gdy w końcu część oddziałów  przeskoczyła przez tor kolejowy i uchwyciła las Maziły jako podstawę do dalszego działania przeciw połączonym siłom korpusu VIII i XVII, które mocno obsadziły skraje lasów i miejscowości. Do lasów pod Maziłami dotarł ppłk Antoni Sikorski wraz z ppłk Gancarzem dowódcą 94 pp. Przez pewien czas pozostałe oddziały grupy „Sandomierz” przedzierały się przez pola wsi Łosiniec wśród kanonady dział i karabinów maszynowych. Wkrótce artyleria niemiecka rozpoczęła tak gwałtowny ostrzał rejonu Łosiniec – Popówka i lasu w rejonie Maziły – Koszele, że część oddziałów (batalion marszowy 15 dp i bataliony 164 pp) pozostały w lesie pod Łosińcem i już nigdy nie dołączyły do grupy. Rozpoznanie grupy „Sandomierz” w ciągu dnia 20 września stwierdziło zamknięty pierścień niemiecki. Kompania kapitana Kowalskiego wysunęła się do przodu i usiłowała zdobyć wzgórze pod Koszelami, gdzie została zmasakrowana ogniem karabinów maszynowych a jej dowódca zginął.  Wobec tego, iż grupa uzbrojona była tylko w broń lekką, dowódca grupy ppłk Antoni Sikorski nie mógł się pokusić o przebicie z okrążenia, rozdzielił więc wojsko na plutony i polecił im przedzierać się w kierunku na Lubaczów i Cieszanów. Tak zakończyła się walka ostatnich oddziałów połączonych armii „Kraków” i „Lublin” pod Łosińcem. Wydaje się wielce prawdopodobne, że w czasie nocnych i porannych walk w okolicach Łosińca, w warunkach ograniczonej widoczności i wielkim zamieszaniu żołnierze różnych grup polskich oddziałów mogli otwierać ogień nawzajem do siebie. Świadkowie tych wydarzeń, mieszkańcy wsi opowiadali o okrzykach dochodzących w czasie walki: - „nie strzelaj, - „my swoi” , „mamo ratuj” „matko boska” i tym podobne. Pozostałe oddziały w małych grupkach przedzierały się jeszcze przez kilka dni lasami w kierunku Lwowa. Nie miały już broni i amunicji by walczyć a jedynie usiłowały wydostać się z okrążenia. W okolicy Łosińca przedzierał się dowódca armii „Kraków” generał Antoni Szylling. Tędy przechodziły oddziały 3 i 4 pułku strzelców podhalańskich z dowódcami ppłk Julianem Czubrytem i ppłk Bronisławem Warzybokiem. Tutaj zmarł ranny wcześniej kapitan Jan Marian Homa, dowódca batalionu marszowego 3 pułku strzelców podhalańskich (został pochowany na cmentarzu wojennym w Łosińcu wraz z innymi żołnierzami). Miejscowa ludność pod nadzorem Niemców musiała pochować zabitych żołnierzy polskich, pozbierać rannych i zawieźć ich do Suśca na stację kolejową (Niemcy swoich zabitych i rannych po bitwie zabrali na samochody i wywieźli). Niemcy zebrali również broń i bardziej cenny sprzęt z pobojowiska. Część broni ukrytej przez żołnierzy i mieszkańców używana była w następnych latach przez partyzantów.

 W kronice szkoły, która była prowadzona od początku jej powstania w 1939 roku zapisano: „Z powodu działań wojennych spalony został przez wojsko niemieckie stary budynek szkolny, oraz wszystkie budynki gospodarcze starej i nowej szkoły. Budynek nowy ocalał, ale został bardzo uszkodzony od kul karabinowych. Szyby wszystkie wypadły a ściany i drzwi podziurawione. Również spaloną została wieś. Pogorzelcy sprowadzili się do budynku szkolnego. Bitwa jaka miała miejsce w Łosińcu odbyła się 18 i 19 września. Armia polska rozbita. Setki poległych i rannych. Ludność aresztowana i pognana do Narola. Po dwóch dniach mieszkańcy wrócili na zgliszcza”.

 MW

 

Źródła:

Władysław Steblik,  Armia „Kraków” 1939

Głowacki L., Działania wojenne na Lubelszczyźnie w 1939 r

Adamczyk Władysław – Przeciw nawale rok 1939

Sikorski Antoni – Kampania wrześniowa na Lubelszczyźnie zarys ogólny

Herc Edward – Działania wojenne na Zamojszczyźnie we wrześniu 1939r

Apoloniusz Zawilski: Bitwy polskiego września
Leszek Siemion – Kapitulacji nie będzie
Wojciech Białasiewicz – Wrzesień 1939 roku na Zamojszczyźnie

http://polski.mapywig.org

http://forum.tradytor.p

www.stankiewicze.pl

Wspomnienia mieszkańców wsi Łosiniec

Foto: Marian Wojtowicz

Narodowe Archiwum Cyfrowe

Dodatkowe informacje